Zjazd GCT 2015

Już w kwietniu rozpoczęły się pierwsze przygotowania - nasz drogi MareKs wyszedł z inicjatywą i zaczęliśmy się organizować na forum, rzucać pomysły i zbierać chętnych. Rozmawialiśmy o kajakach, morzu, górach, brakowało chyba tylko lotu w kosmos - w końcu, ze względów logistycznych, zdecydowaliśmy się na mazowsze - wszak to środek Polski i każdy będzie miał w miarę blisko. Klamka zapadła.

Cztery miesiące później, 7 sierpnia, wybiła godzina zero - upakowani w samochody i pociągi członkowie GCT ruszyli ze wszystkich stron kraju w stronę okolic Płocka. Wynajęliśmy dwa domki, położone w ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem - był to strzał w ciemno, bo ośrodek został wzięty "z googla", ale na szczęście był to strzał trafiony.

Zdjęcia z http://www.owzacisze.pl/

Parę słów o wybranym miejscu - okazało się, że był to spory ośrodek pod Płockiem, który składał się z pola kempingowego, namiotowego i wspomnianych domków - całość zajmowała spory teren i umiejscowiona była nad jeziorem Zdworskim. Na miejscu była masa wczasowiczów i klimat rodem z poprzedniego ustroju - jednak wszyscy bawili się bardzo dobrze i wypoczywali w rodzinnej atmosferze.

Dzień 1
Dojeżdżamy na miejsce, większość z nas spotyka się ze sobą po raz pierwszy - przybijanie piony, stukanie się browarkami, dzielenie się opowieściami z drogi. Wieczorem rozpalamy ognisko nad jeziorem i nasz kochany Klakier wyciąga 120 ton własnoręcznie przygotowanych kiebłasek różnego rodzaju - wszystko obficie podlewamy piwem i whisky, rozmawiamy o wszystkim i zdecydowanie czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Po dobiciu kiełbasek przetaczamy się do domków, otwieramy kolejne piwa i kontynuujemy nerdowe rozmowy o DLC Gokartach itp. Ostatnie niedobitki schodzą z placu boju dopiero po godzinie 5 rano - gratulacje Kirq i Svaty!

Dzień 2
Od samego rana, godziny siódmej kurwajegomać rano, Kamyk wkurwia wszystkich ładując się do pokojów ze śpiewem "Hej! Chłopaki! Chodźmy do jeziora!". Nie dajemy się i ekipa zwleka się z łóżek dopiero między 9 a 10. Wiadomo, śniadanko, piwko, te sprawy. Przechodzimy nad jezioro, większość wchodzi do wody i bawi się frisbee, zaś niedobitki na plaży toczą rozmowy o życiu i narzekają na żony. Po jakimś czasie wracamy na domki, wyciągamy piwa i znów Klakier lśni - ładuje na grilla własnej roboty żeberka - dłuuuuugo będziemy je wspominać! Następnie ruszamy zwiedzać ośrodek - odnajdujemy m.in. "salon gier", gdzie za parę złotych rozgrywamy partyjkę na maszynie arcade i mamy ubaw ze wszystkiego dookoła. Najedzeni i napici piwa udajemy się na sjestę, gdyż temperatura w cieniu oscyluje w okolicach 38 stopni. Wieczór upływa nam pod znakiem nerdozy - rozmowy o grach, filmach, muzyce - miód na nasze nerdowate serca! Wieczór kończymy sesją w grę planszową - Dixit, oczywiście gramy w skojarzenia z gier komputerpowych - i zmęczeni uwalamy się na łóżka.

Dzień 3
Ostatni dzień pobytu - nikt już nie może patrzeć na grilla, więc snujemy się po ośrodku, ogarniamy nasze burdeliki i pakujemy samochody. Krótki wypad nad jezioro, wspólne śniadanie w miejscowym bufecie i ostatnie pożegnania - było FAN-TA-STY-CZNIE!

Dzięki wszystkim za przybycie! Zjazd był pełnym sukcesem, wszyscy bawili się wyśmienicie. Towarzystwo, zgodnie z oczekiwaniami, było wesołe, zgrane i swobodne. Po takim udanym pierwszym spotkaniu jesteśmy pewni, że kolejne będzie w jeszcze szerszej ekipie i jeszcze lepiej zorganizowane - do zobaczenia w 2016!

Uczestnicy


 
Jajo

Kamyk

Kirq

Klakier
 
 
MareKs

Svaty

Tomciu

Wynarator

Ziutek